Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yume. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yume. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Yume c.d. Halta

Warknęłam cicho tuż po tym, jak zrobił to Halt. Moja wilcza dusza nakazywała mi cały czas to robić, wydawać z siebie niskie, przeciągłe brzmienia. Zerwałam się na równe nogi mimo wszechobecnego zmęczenia oraz wciąż palących mnie mięśni.
- Nie damy rady, nurt jest zbyt silny - mówiłam szybko, z ciężko bijącym od strachu i wysiłku sercem. Nie możemy spaść, możemy tego nie przeżyć! A jeśli na dole czeka na nas płycizna? Co wtedy, czy dane jest nam umrzeć? Śmierć poprzez spadnięcie z wodospadu może i nie brzmi tak nijako, ale każda śmierć nie brzmi zwyczajnie. Natomiast gdyby była to śmierć poprzez spadnięcie z wodospadu, by kogoś uratować, bronić watahy, pomóc komuś lub czemuś,... to byłoby coś. Ale czy umieranie przez zwykłą styczność z twardą powierzchnią lub utopienie się brzmi tak wspaniale?
- Wiem, ale im szybciej to zrobimy, tym większe szanse mamy, aby przeżyć - wytłumaczył i zaczął przygotowywać się do skoku. Wiedziałam, że ma racje, ale gdzie moglibyśmy się zatrzymać? Nigdzie, jedyne wyjście stąd to wodospad. Ponownie warknęłam, powstrzymując staruszka przed skokiem - od razu zrozumiał, że to o to chodziło, gdyż odwrócił się i z irytacją na mnie spojrzał.
- Nurtu nie pokonamy, jest już za silny. Z resztą, kto wie, ile ta rzeka ciągnie się przy tak stromych brzegach. Będziemy musieli skoczyć - powiedziałam ze zgrozą, szybko wymieniając swoje zdanie. Wiedziałam, że to szaleństwo, ale ku mojemu zdziwieniu ujrzałam błysk zrozumienia w oczach basiora.
- Zdaję sobie z tego sprawę - ostatni raz spojrzał w górę, zrobiłam to samo. Akurat w tym momencie skały były uformowane w nienagannym pionie, bez szans wspinaczki. Może tylko górskie zwierzęta, na przykład umięśnione kozy przystosowane do takich warunków, dałyby radę to zrobić. - Gdy tylko poczujesz, że się obniżamy, skacz jak najdalej potrafisz. Staraj się nie wpaść do wody głową w dół, to może skończyć się strategią. Bądź w gotowości - powiedział szybko. Napięłam mięśnie, strach omamił mój umysł, wdarł się do niego i obezwładnił. Byłam w stanie polegać już tylko na instynkcie, który nakazywał mi wskakiwać do wody i przebierać łapami, chcąc odpłynąć stąd czym prędzej. Ale nim zdążyłam to zrobić, znajdowałam się już w powietrzu. Woda spadała na mnie z chyba każdej możliwej strony, przynajmniej takie miałam wrażenie. Że jestem pod wodą zorientowałam się dopiero wtedy, gdy zatrzymałam się w miejscu, a daleko w górze widziałam burzliwe odcienie bieli, szarości oraz błękitu - to tam wodospad się kończył. Ucieszona, że nic sobie nie zrobiłam, miałam ochotę zacząć piszczeć i śpiewać, ale szybko zorientowałam się, że nigdzie w pobliżu nie widzę Halta. Może jest już na powierzchni? Mając złe przeczucia, zaczęłam płynąć coraz wyżej, chcąc ponownie móc oddychać. Gdy tylko wynurzyłam łeb, zaczerpnęłam ogromny haust powietrza, niemal się od niego krztusząc. Woda pchała mnie w prawo, pozwoliłam się jej nieść. Rozglądając się za szarym wilkiem nie dostrzegłam go. Spanikowana zanurzyłam się pod wodę i ujrzałam płynące prosto w moją stronę ryby z otwartymi gębami pełnymi ostrych jak brzytwa zębów - piranie?

Halt?

środa, 31 maja 2017

Od Yume c.d. Halta

Wycieńczona spojrzałam na wyczyny starszego wilka. Starał się wspinać na pień drzewa tak, by to nawet nieco się nie obróciło wokół własnej osi. Gdyby tak się stało, prawdopodobnie oboje znaleźlibyśmy się pod wodą, a ponieważ nie widać dna, moglibyśmy również uderzyć o nie, jeśli znajdowałoby się o parę metrów wyżej niż przedtem. Stęknęłam głośno, gdy również zaczęłam się zmagać ze śliską powierzchnią drzewa. Wbijałam pazury jak najgłębiej umiałam, ale kora jedynie odlatywała, a w twarde drewno bardzo trudno było się uczepić. Starałam się znaleźć oparcie dla tylnych łap, których mięśnie płonęły żywym ogniem. Wspięłam się trochę wyżej, ale kłoda nieco się przekrzywiła na naszą stronę, chociaż mogło mi się zdawać - przecież jest stale pchana przez nurt rzeki, to nic dziwnego, że się przechyliło. Ale jeśli ciężar po naszej stronie okaże się zbytnio duży, to jednak znajdziemy się ponownie w tej groźnej, granatowej wodzie. A to będzie już cios poniżej pasa, ledwo wytrzymują czynność, którą wykonuję teraz. Ponowne zmagania pod wodą chyba by mnie zabiły. Mój towarzysz zdążył już dojść na sam szczyt i cicho sapiąc zająć się znajdywaniem pewniejszego oparcia dla łap. Stał na zgiętych łapach, by było mu łatwiej utrzymać równowagę. Kątem oka mnie obserwował, gdybym w razie czego potrzebowała pomocy, ale od końca wędrówki dzieliło mnie tylko parę kroków. W końcu znalazłam jakąś gałąź, na której mogłam bez problemu stanąć i dzięki temu wdrapałam się na sam szczyt pniaka, chwiejąc się na boki. Nie mogłam zrobić nic innego, jak powoli i ostrożnie położyć się na nim, z łapami zwisającymi po obu jego stronach. Głośno wciągałam powietrze przez otwarty pysk, a jeszcze głośniej wydychałam. Halt już zaczął się rozglądać za czymś, co pewnie miało okazać się jakimś lądem. Ze zmęczeniem także zaczęłam to robić, ale skały nadal otaczały nas z obu stron.
- To na nic, musimy czekać dotąd, aż nie wypłyniemy stąd. Gdy już to zrobimy, będziemy musieli w jakiś sposób dopłynąć do brzegu - wytłumaczył, a ja cicho stęknęłam. Myśl o kolejnej przeprawie w wodzie napawała mnie znużeniem i strachem jednocześnie. Ale rzeka powinna się uspokoić, gdy już nie będzie uderzać o strome pułki skalne, fale będą wtedy znacznie mniejsze. Przynajmniej tak to sobie wyobraziłam...

Halt?

piątek, 26 maja 2017

Od Yume c.d. Halta

Przebierałam łapami tak, jak tylko mocno mogłam. Chciałam wydostać się na powierzchnię i w końcu, ku mojej ogromnej uldze, udało mi się to. Nie obiłam się o skały, wciąż ŻYJĘ! Hurra! Ale zaraz, zaraz... co z Haltem? Gdzie on jest, przecież on też był na skałach, gdy spadłam. Spojrzałam w górę, łapiąc kolejną falę na swoją twarz. Zakrztusiłam się i zaczęłam kaszleć, ponownie znajdując się na parę chwil pod wodą. Gdy w końcu udało mi się wypłynąć na powierzchnię, nie ujrzałam na stromych skałach żadnego wilka. A więc także spadł? I jeszcze się nie wynurzył?! Nie wiedziałam, co zrobić. Zanurkować i zaryzykować tym, że już więcej nie wypłynę na powierzchnię, czy czekać tutaj? Sapnęłam cicho, gdy łapą natrafiłam na jakiś kształt - patyk, czy coś. Spojrzałam przed siebie. Rzeka wyprostowała swój bieg na paręnaście metrów, teraz albo nigdy. Wzięłam głęboki wdech, po czym zanurkowałam pod wodą i walcząc z jej nurtem, brnęłam w dół. Zobaczyłam swobodnie niesione ciało szarego wilka parę metrów dalej. Zaczęłam brnąć w tamtym kierunku ile sił w łapach, jeśli zemdlał, mógł zachłysnąć się wodą. Czułam palące mnie mięśnie łap oraz szyi po wcześniejszych wydarzeniach, ale nie zważałam na to. Oczy piekły mnie niemiłosiernie od niesionych wraz z wodą drobin piasku oraz innych tego typu rzeczy. wlatujących prosto w nie. Czułam, że w płucach zaczyna już brakować mi powietrza, ale dystans, jaki dzielił mnie i Halta to tylko niecały metr. Dopłynęłam w końcu do niego i wpłynęłam pod, by następnie z samcem na plecach zacząć podobną wyprawę, tyle że w drugą stronę. Czułam się winna temu wszystkiemu, przecież mogłam wcześniej w porę zareagować. Nie musiałabym teraz pomagać mu wydostać się na powietrze. Szło mi coraz gorzej, centymetry zdawały się metrami, a sekundy godzinami. Miałam ochotę odpuścić, ale wiedziałam, że jeśli to zrobię oboje umrzemy. Utoniemy. Gdy tylko wychyliłam łeb nad powierzchnię wody, zaczęłam głośno oddychać. Mój ciężki oddech wydawał mi się zakłócać nawet dźwięk rozbijających się o skały, fal. Z ulgą stwierdziłam, że czuję, jak klatka piersiowa Halta porusza się na moim grzbiecie, czyli on także był ponad wodą, a co ważniejsze, żył i oddychał.

Halt?

poniedziałek, 22 maja 2017

Od Yume c.d. Halta

Szczęka z każdą chwilą bolała mnie coraz bardziej. Czułam, jak cała moja szyja drętwieje i zaraz puszczę się jedynego, co trzyma mnie jeszcze przy życiu. Dosłownie zależy ono od lichej gałązki, która z każdą chwilą mogła nie wytrzymać. Albo ja nie mogłam. Wiedziałam, że już jestem na skraju wyczerpania. Mięśnie paliły mnie żywym ogniem, a cały kręgosłup zdawał się boleśnie rozciągać, wprawiając ciało w odrętwienie. Wydałam z siebie cichy jęk, gdy drzewo zaczęło się przechylać. A każdą chwilą cierpiałam coraz bardziej, a i pozostawało coraz mniej czasu. Udało mi się otworzyć po części oczy i ujrzałam zmierzającego do mnie... Halta! Chciałam do niego wykrzyczeć, by mi pomógł, ale z mojego gardła wydał się tylko cichy warkot, a moim moje ciało zatrzęsło się na boki, co przeważyło o nadchodzącym losie. Moje ciężko bijące serce na moment zamarło - poczułam, jak ponownie spadam w dół. Ale coś mnie zatrzymało - był to ogromne bolesny uścisk na moim karku. Zawisłam w powietrzu, starając się znaleźć oparcie łapami na półce skalnej. Gardło niemiłosiernie mnie paliło, tak samo jak płuca, które otrzymywały znacznie mniejszą część powietrza, niż potrzebowały. Z trudem oddychałam, a by to zrobić, musiałam nieco podnieść się na mięśniach szyi, inaczej bym się udusiła. Ciche stęknięcie dobiegło mnie z góry, zaczęłam stopniowo się unosić. Gdy tylko dosięgnęłam łapami skały, na której stał szary wilk, pomogłam sobie oraz jemu łapami, podciągając się. Opadłam bez sił na kamień, boleśnie tłukąc żebra. Nie byłam w stanie nic powiedzieć nawet podziękować. Zdałam sobie sprawę jakie wielkie szczęście miałam, że znalazł się przy mnie Halt. Ale z drugiej strony, gdyby nie on, prawdopodobnie by mnie tutaj nie było u nie spadłabym. Ale nie mogłam go o nic winić, przecież to nie jego wina. Zwłaszcza, że to właśnie on uratował mi życie. Po prostu tek leżałam z głową na przednich łapach, dysząc jak parowóz i zamykając oczy, które zaczęły mnie piec z niewiadomego powodu. Cały grzbiet mnie bolał, a najbardziej kark oraz szyja, które najbardziej ucierpiały.
- Dasz radę wstać? Tutaj nie jest bezpiecznie... - zaczął z zaniepokojonym głosem. Gdy otworzyłam oczy i spojrzałam w górę, jego czujne patrolowały teren, jakby wyszukując zagrożeń. Mimo wycieńczenia wiedziałam, że ma rację i spróbowałam wstać. Zrobiłam to powoli i niezdarnie, kończyny trzęsły mi się po części ze strachu, a po części ze zmęczenia.

Halt?

niedziela, 21 maja 2017

Od Yume c.d. Halta

Widok był bardzo ładny, trzeba było przyznać. Dawno nie widziałam tyle zieleni w jednym miejscu. Nawet na stromej półce skalnej rósł mech, zakłócając szary kolor kamienia. Zatrzymałam się na miękkiej trawie, to samo uczynił Halt, tyle że zaraz przy ziejącej przepaści. Słyszałam głośny szum, ale nie wiedziałam, jakie było jego źródło. Dochodził jednak wyraźnie z tej oto przepaści. Zaciekawiona podeszłam, o mało co nie nadeptując na siedzącego na kwiatku owada - pszczołę. Bolałoby... Ominęłam istotę pewnie ze sto razy mniejszą ode mnie i przystanęłam obok starszego wilka, spoglądając w dół. Moim oczom ukazała się kolejna rzeka, jednak o wiele większa od poprzedniej. Byłą wzburzona i niosła ze sobą niewielkie gałęzie, jakieś rośliny oraz wielkie kawały ziemi i kamieni, które czasem były wyrzucone na parę chwil w powietrze. Mogłabym się założyć, że woda była głęboka na co najmniej dwa metry i gdybym tam skoczyła i cudem nie nadziała się na ostre brzegi skał, nurt poniósł by mnie nie wiadomo gdzie. Poczułam, jak kręci mi się w głowie. Nigdy nie maiłam lęku wysokości, ale myśl, że mogłabym tak skończyć wprawiła mnie we właśnie taki stan. Zachwiałam się i podniosłam jedną łapę, by postawić ją na ziemi obok i stanąć pewnie, jednak nie napotkałam żadnego punktu uparcia, przez co przekrzywiłam się na tamtą stronę. Mój żołądek ścisnął się, a serce podeszło do gardła, gdy nagle runęłam w dół, prosto w przepaść. Ku mojemu zdziwieniu nie krzyknęłam, ale ta świadomość trzymała się mnie tylko przez ułamek sekundy. Młócąc łapami powietrze widziałam, jak jakieś pół metra nade mną Halt rzuca się na skraj urwiska, chcąc złapać zębami mój ogon, który znajdował się wtedy najbliżej niego. Ale nie dosięgnął tych paru centymetrów i powstrzymany przez własne łapy, został tam,. na górze, a ja wciąż się oddalałam. Panicznie bałam się tego, co mnie czeka. Nabrałam już powietrza do płuc, spodziewając się fali zimnej wody otaczającej mnie z każdej strony lub, co gorsza, utracenia przytomności przy uderzeniu w twardą skałę, a może i nawet dno koryta rzecznego.
- Gałąź, chwyć się gałęzi! Jest dwie sekundy pod tobą po prawej! - usłyszałam jego głos. Nie wiedzieć dlaczego, ale odliczyłam te dwie sekundy, odwracając się już w prawo. Nie musiałam mu ufać, ale zrobiłam to - inaczej wpadłabym do rzeki, nawet gdyby kłamał. Gdy łapami ( byłam teraz w niemalże pozycji, w jakiej normalnie się stoi na czterech łapach) poczułam coś dotykającego ich, rozwarłam szczęki i zacisnęłam je, gdy ujrzałam przed sobą cienką gałąź. Z początku myślałam, że przegryzłam gałąź i spadnę, ale nagle zatrzymałam się,a nawet trochę mnie wyrzuciło w powietrze ( przynajmniej tak to poczułam, ale efekt ten pewnie był niezauważalny dla obserwatora na górze ). Zawisłam na kawałku gałęzi, który wyrósł w przerwie między skałami, gdzie ukazywała się ziemia. Teraz połowa korzeni sterczała w powietrzu, zamiast bezpiecznie siedzieć w glebie. Jęknęłam głośno, częściowo z ulgi, a częściowo ze stresu, który wciąż mnie przytłaczał.

Halt?

czwartek, 18 maja 2017

Od Yume c.d. Halta

Boże, jak mi ulżyło! Czułam, jak w moich żyłach pojawia się dawka energii. Właśnie tego było mi trzeba - ugaszenia pragnienia, napełnienia żołądka, zlikwidowania dokuczliwego palenia w gardle oraz orzeźwienie się. Było mi już znacznie lepiej, stałam pewniej i miałam zamiar w ten sposób się zachowywać. Starałam się zapamiętać każdy szczegół tego miejsca oraz drogi, jaką przebyliśmy. Tak na wszelki wypadek. Drzewo o podwójnym pniu, który złącza się dopiero przy samej ziemi, trzy duże kamienie stojące obok siebie, to wszystko minęliśmy. Dotarliśmy tutaj Postanowiłam się przedstawić. W końcu jeśli mam zamiar spędzić z nim następne parę chwil wypadałoby, by zwracał się do mnie w jakiś konkretniejszy sposób. Uśmiechnął się do mnie dobrotliwie, co pasowało mi do nadopiekuńczych dziadków, którzy rozpieszczają swoich wnuków. Zupełnie, jakbym już znalazła się pod jego trwałą opieką i miał zamiar się mną zajmować. Ale ja nawet nie wiedziałam, czy tu zostanę. Co prawda wolałabym chodzić i zwiedzać wszystko w samotności - łatwiej by mi się wtedy myślało. Nie musiałabym zwracać uwagi na wilka stojącego obok mnie oraz na jego słowa. Tyle, że gdyby nie jego obecność, musiałabym nadal mieć się na baczności. Kto wie, jak pozostali członkowie stada zareagowaliby na samotnie kręcącego się tutaj wilka?
- To gdzie teraz? - spytałam, już z wyraźnie większym zapałem, niż wcześniej. Tak, ta woda zdecydowanie mi posłużyła. Halt zaśmiał się głośno niskim, nieco chrypliwym głosem. Co go tak śmieszyło? Stałam dalej, z niewzruszoną miną, czekając na wyjaśnienie tego dziwnego zachowania.
- Możemy pójść nad urwisko, jest tam bardzo ładny widok - oznajmił i na moment jego wyraz pyska stał się taki, jakby przed jego oczyma pojawił się widok właśnie obejmujący to urwisko, o którym wspomniał. Najwidoczniej miał zamiar mnie przekupić ładnymi widokami. Może i to dobrze o nim świadczy, ale nie mogę zostać tylko dlatego, że tutaj ładnie.
- Jasne. Opowiesz mi coś o watasze? - poprosiłam zapominając już, gdzie tak na prawdę się udawaliśmy.
- Masz już więcej sił? To ponad godzinę chodu - ponownie wrócił do wcześniejszego tematu. Pokiwałam łbem spokojnie, chociaż wewnątrz już kipiałam z niecierpliwości. Kiedy wreszcie mi odpowie? Każda chwila zdawała ciągnąć się w całą wieczność, aż w końcu ponownie się odezwał. Dziwne, ale miałam przeczucie, iż robi to specjalnie. Po raz kolejny. A może to nie tylko przeczucie? Ciekawe, ale później się nad tym zastanowię. Teraz zamieniam się w słuch.

Halt?

wtorek, 16 maja 2017

Od Yume c.d. Halta

Spojrzałam na niego zdziwiona, ale zaraz opanowałam swój wyraz twarzy. Czy aż tak było po mnie widać, że jestem zmęczona, mięśnie mam obolałe, a wzrok nieco przyćmiony? Gdy już miałam się go spytać, sąd wie, że jestem spragniona, odezwał się:
- Masz chrypiący głos, to wszystko - oznajmił. Powstrzymałam się przed opuszczeniem nisko kopary, skąd wiedział, o co chcę zapytać? Jakieś medium, czy co? Możliwe, może to jest jego magiczną zdolnością? Albo jest wyjątkowo przenikliwy. - A więc kurs - rzeka.
- Dzięki - uśmiechnęłam się przy swojej wypowiedzi, co zrobiłam z nie lada wysiłkiem. Niezbyt przepadałam za towarzystwem innych, ale nie miałam wyboru. Musiałabym odejść, a propozycja pójścia nad jakiś potok i napicia się, była na prawdę nie do pokonania. Chciałabym się także rozejrzeć, ale samotnie. I odpocząć. Cały dzień wędrówki, kończący się paru godzinnym biegiem, zaczynał robić swoje. Zmęczona szłam coraz trudniej, stęknęłam cicho. Najwyraźniej nie uszło to nagle milczącemu wilkowi. Albo mówił? Nawet nie byłam pewna.
- Przy rzece odpoczniemy - dał nacisk na "my" by podkreślić, że nie wini mnie za moje zmęczenie. A przynajmniej tak to odebrałam.
- Nie będzie to konieczne - mój oziębły głos brzmiał tak, jakbym kłamała i starała się uwierzyć w swoje słowa. Gdyby to było takie proste... Nie byłam przyzwyczajona do tak długiej drogi. Może jednak odpoczynek to nie jest taki zły pomysł? W tej samej chwili usłyszałam szum wody, który niespodziewanie dodał mi energii. Może to myśl, że zaraz będę mogła się napić, może to, że się zatrzymać a może oba, dodawała mi sił do dalszej wędrówki. Nawet przyśpieszyłam.
- Cóż, zobaczymy przy brzegu - oznajmił z niezdarnie stłumionym śmiechem (a być może celowo tak wykonanym) i jak na złość, również przyśpieszył, wyprzedzając mnie o niemal całą długość swojego ciała, razem z ogonem.

Halt? Odpisałam xd

Od Yume c.d. Halta

Szłam nieśpiesznie po lesie. Zdawało mi się, jakby powietrze wokół starał się mnie udusić. Nie była to sprawka gęstej sierści, która teraz tworzyła pewnego rodzaju izolację od gorąca, a płonących z wysiłku płuc. Tak szybko jednak dawno już nie biegałam... Chyba powinnam popracować nad swoją kondycją. Tak, to zdecydowanie dobry pomysł. Aby dotrzeć, gdzie aktualnie się znajduję, musiałam pokonać kawał drogi. A to oznacza ból mięśni, duszność i zmęczenie. Oraz pragnienie. A nigdzie jak dotąd nie płynął nawet mały strumyczek wody. Najmniejszy, nawet kropelka, by uratować mnie od płonącego żywym ogniem gardła. Kaszlnęłam cicho, chcąc pozbyć się guli narastającej w nim. Na dodatek się potknęłam i runęłam jak długa na twardą ziemię. Przeklinając w myślach i swój idiotyczny pomysł, i wszystko inne, co w tej chwili zdawało się chcieć mnie zabić, wstałam z wolna i ruszyłam dalej. I w tym samym momencie usłyszałam cichy głos. Wilka. Czyli jest tu jakiś samotny wilk? Albo co gorsza, cała wataha? Poczułam ukłucie strachu, ale zdołałam się wyprostować i stanąć dumnie. O ile utrzymam właściwą postawę, mogę wydać się groźniejsza, niż w rzeczywistości. A to da mi przewagę, przynajmniej taką miałam nadzieję. Po chwili mym oczom ukazał się nieco mniejszy ode mnie samej wilk o sierści w większości w odcieniach szarości. Zaczął powoli podchodzić. Z każdą chwilą, gdy się zbliżał, odczytywałam z niego coraz to więcej. Wyglądał na basiora grubo ponad dziesięciu lat, a więc nie mógłby mi zbytnio zaszkodzić. Mogłabym chociażby uciec, jego stare kości nie powinny działać tak sprawnie, jak moje, zaledwie pięcioletnie. Jego postawa nie wyrażała wrogiego nastawienia, ale to mogły być tylko pozory. Czysta gra.
- Witaj, jestem Halt - przedstawił się. Na moment odczekałam by dowiedzieć się, czy nie powie czegoś jeszcze, ale nie. Zapanowała cisza po jego przyjaźnie wypowiedzianych słowach. Na moment zastanawiałam się, co począć. Postanowiłam pierw zadać najważniejsze pytanie:
- Jestem na terenie watahy, do której należysz? - spytałam chłodnym tonem. Starca najwyraźniej to jednak nie zraziło, gdyż zdawał się uśmiechnąć jeszcze szerzej.
- W rzeczy samej. Może masz ochotę dołączyć? W przeciwnym razie radzę ci się oddalić, nim ktokolwiek inny cię nie zauważy - ostrzegł. Po jego pysku przeszedł taki wyraz, jakby miał zaraz dodać "O ile już cię nie zauważyli.". Ale ponownie zapanowała cisza. W powietrzu dało się wyczuć zapach zapach wilczej sierści. Tak, zdecydowanie musiał tutaj być więcej, niż jeden osobnik. A ja szukam swojego stada, więc dlaczego nie miałabym dołączyć? Wiedziałam, że nie może być przywódcą watahy. Gdyby tak było, byłby już na celowniku jako łatwy przywódca do pokonania. A wydaje się dość przyjazny. Może więc da mi trochę czasu na to, by się rozejrzeć i dać podjąć decyzję?
- Czy mogłabym się jeszcze rozejrzeć?
- Tak, ale w takim wypadku powinienem ci towarzyszyć. Kto wie, co cię tutaj sprowadza - spojrzała na niego kątem oka. Nawet jeśli stary, to postępował rozsądnie.

Halt?

poniedziałek, 15 maja 2017

Nowa wilczyca - Yume

KONTAKT: Fumetsuno.
Yume
PŁEĆ: Samica
WIEK: 5 lat
PARTNER: Brak.
KRÓLESTWO: Nocy
OPIS: Inteligencja to jedna z jej głównych cech, jakie widać niemalże od razu. Chociażby po sposobie mowy oraz zachowania można z łatwością wywnioskować, że nie strzępi niepotrzebnie języka i zachowuje się z rozwagą Bo po co gasić później wciąż narastający pożar? Zwykła strata czasu. Czasem stając przed na przekór błahymi wyborami, potrafi długo się namyślać i dochodzić do właściwego, jej zdaniem, wniosku. Dobro innych często stawia nad dobro swoje, ale rzadko musi to czynić w ważnej sytuacji, gdyż takie zdarzają się niezbyt często. Mimo tego traktuje innych wręcz z chłodnością. Bliższe relacje są u niej tak nienaturalne, że mocno by się zdziwiła, gdyby nawiązała z kimś przyjaźń. Koleżeństwo jeszcze przejdzie, ale to drugie...? Nie słynie z bycia towarzyską. Chociaż nie denerwuje ją obecność innych wilków, nie usłyszysz od niej słów rozpoczynających dłuższą rozmowę, jakiegoś żartu, zwierzenia się z problemu, czy rady...
Zbywa każdego po kolei jak najmniejszą ilością słów.
Jeśli jednak zdołasz zdobyć jej przyjaźń, poznasz na nowo jej osobę. Stanie się wiernym towarzyszem rozmów, będzie służyć Ci pomocną dłonią (łapą) oraz żądać przygód. Stanie się miła, żartobliwa, zabawna.
WYGLĄD: Długie, gęste, brązowe futro obrasta ją całą. Przez to może wydać się wyższa i szersza od przeciętnego wilka, ale w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Krucha wadera z niej jest, może i posiada jakieś tam mięśnie, ale w walce raczej nikt nie dałby jej dużo szans. Przynajmniej, jeśliby znał ją z tej strony. Osobiście woli pokojowe rozwiązania, ale jeśli nadejdzie taka potrzeba, to oczywiście, zawalczy, nawet jeśli przeciwnik okaże się dla niej zbyt ciężki do walki. Posiada ciemnopomarańczowe oczy, umieszczone na nieco jaśniejszym od reszty ciała, pysku. Futro w okolicach łap staje się niemalże czarne.
STANOWISKO: Strateg.
RODZINA: Rodzice w starej watasze, pięcioro rodzeństwa, z których żyje dwójka.
SZCZENIĘTA: Brak.
MOC: Posiada ogromnie wyczulone zmysły. Widzi znacznie więcej, słyszy, czuje,... Nawet ma dobrze rozwinięty szósty zmysł, który czasem coś jej podpowiada. Niekiedy jest to przeczucie, że coś będzie miało miejsce, a czasem cichy głosik pojawia się w jej głowie i dosłownie mówi, że powinna uważać, schować się, uciekać, itp.
WOLFLARY: 100
CIEKAWOSTKI: Uwielbia zapach żywicy, kocha zimę/stawianie sobie wyzwań oraz celów, zwykle chodzi czujna.
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony