Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathair. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 maja 2017

Od Nathair'a CD Isil

Obudziłem się cały obolały, każdy chociażby najmniejszy ruch sprawiał mi cierpienie. Przesadziłem wczoraj, o ile to na pewno było wczoraj. Podniosłem się z posłania, a całe moje ciało przeszedł porażający ból. Choć nie robię tego często tym razem po prostu musiałem zakląć. Potrzebowałem dłuższej chwili na doprowadzenie się do stanu użyteczności. Raczej szybko ból mnie nie opuści, ale potrafiłem z nim funkcjonować, do wszystkiego można się w życiu przyzwyczaić do tego też. Przynajmniej w teorii tak to powinno działać.
Miałem ogromną ochotę położyć się i przez resztę dnia po prostu nie ruszać, albo zasnąć. Tutaj zawsze jest ciemno, więc nie byłoby z tym problemu. Zdawałem sobie jednak sprawę, że nie mogę, powinienem coś sobie upolować by zredukować siły. Dlatego też udałem się na poszukiwania jakiejś zwierzyny starając się przy tym unikać innych wilków. Nie udało mi się to jednak, gdyż w momencie, gdy przechodziłem niedaleko jaskini Alphy ta zjawiła się i wybrała mnie do oprowadzenia nowej, stwierdzając że już ją znam. Zadanie jest zadaniem i należy je wykonać, choć wcale nie brzmiało to zachęcająco. Wolałbym od tego o wiele bardziej samotny patrol terenu, ale mus to mus.
Odnalezienie wadery nie było jakoś specjalnie trudne, przywitałem się z nią i wymieniłem parę zdań (nie chce mi się tego kopiować), nie spodziewałem się jej podziękowań, więc odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że broniłem siebie samego. Potem poszliśmy w stronę potoku, później na polanę i jeszcze parę bardziej uczęszczanych miejsca. O wszystkich starałem się coś powiedzieć, ale jednak zazwyczaj ograniczało się do nazwy i co tutaj się zazwyczaj odbywa. Nie miałem pomysłu jakie jeszcze informacje byłyby przydatne, osobiście zazwyczaj trzymałem się z dala od tych miejsc. Podczas opisywania starałem się też unikać stwierdzenia "jak widzisz" z wiadomych powodów. Większość czasu jednak i tak milczeliśmy.
Byliśmy właśnie w drodze do lasu cieni, gdy wyczułem woń zwierzyny, uświadomiło mi to, że od rana dalej nic nie jadłem, a to mogłoby bardzo pomóc.
- Poczekaj chwilę - powiedziałem cicho. Wadera posłusznie się zatrzymała - wracam za chwilę. - dodałem i ruszyłem na łowy. Moim celem okazał się spokojnie pasący się w jednym z niewielu strumieni światła jeleń. Ciemność działała na moją korzyść, więc mogłem spokojnie przyczaić się niedaleko niego. Zwierze zajęte było konsumpcją trawy i nie zdawało sobie sprawy z zagrożenia jakie na nie czyha. Tym lepiej dla mnie.

*tutaj rozgrywa się krwawe polowanie na jelenia, więc gdyż jestem leniwa pozostawię je waszej wyobraźni*

Jeleń przestał wierzgać, więc rozluźniłem uścisk na jego szyi. Był to dość młody samiec, zapewne dlatego tak łatwo udało mi się go powalić. Wadera chyba domyśliła się co się właśnie wydarzyło, gdyż zobaczyłem jej wyłaniającą się z ciemności sylwetkę.
- Jesteś głodna? - spytałem. I tak nie byłbym w stanie zjeść całego, więc mogłem się podzielić. Zwłaszcza, że wilczyca raczej nie była w stanie upolować czegoś dla siebie.

Isil? Jest zue, ale nie mam czasu na lepsze .-.

niedziela, 21 maja 2017

Od Nathair'a CD Isil

Nie miałem czasu by zastanawiać się nad słowami wadery, gdyż znów mogłoby się to skończyć boleśnie. Walczyłem z wieloma przeciwnikami naraz co nie było łatwe. Największą ich siłą była liczebność i umiejętność latania. Ale pomimo tego, że byłem sam (nie liczyłem ukrywającej się wadery) to nawet sobie radziłem i właściwie zostało mi już tylko paru przeciwników, gdy usłyszałem krzyk białej wilczycy.
- Chyba nadlatuje ich więcej! - od razu odwróciłem się w jej kierunku. Nie kłamała. W moim kierunku leciała kolejna chmara i to o wiele większa niż poprzednio. To nie mogło się skończyć dobrze, musiałem coś wymyślić i to szybko, jednocześnie cały czas walcząc. Już obecne na polanie nietoperopodobne stworzenia nie dawały za wygrane i podgrzane nadchodzącą pomocą atakowały z jeszcze większą pasją. Cały zbryzgany byłem ich i swoją krwią.
Moje możliwości wyglądały następująco 1. walczyć tak dalej i liczyć na swoje umiejętności nabyte przez lata, tyle że w tym wypadku mogło się to źle dla wilczycy skończyć 2. próbować uciekać, co raczej się nie uda 3. użyć mocy, co będzie zapewne bardzo bolesne, ale jednocześnie tylko to nas może uratować. Nie miałem wyboru, wytężyłem całą swoją moc i namierzyłem wszystkie układy krwionośne w pobliżu - było ich naprawdę dużo - nie tracąc czasu po prostu je rozsadziłem. Cała chmara nietoperejhków po prostu spadła na ziemię. Jedyną widoczną oznaką tego co się stało były stróżki krwi wydobywające się z pysków i oczu tych zwierząt.
- Co ty zrobiłeś? - spytała wadera wynurzając się spod krzaków. Adrenalina wciąż krążyła mi we krwi i w pierwszej chwili miałem zamiar ją skrytykować, czy coś, ale przypomniałem sobie, że nie mogę. Już wystarczająco dzisiaj działałem pod wpływem emocji i źle ją oceniłem. Wziąłem ją za tchórza, kto by się spodziewał, że może być niewidoma? Może gdybym się postarał to bym się domyślił, ale byłem dziś wyprowadzony z równowagi, to wszystko przez tą noc i te wspomnienia.
- To nie ważne - powiedziałem przyjmując swój zwykły obojętny ton - Po prostu chodźmy zanim pojawi się ich tutaj więcej. Lubią się gromadzić - powiedziałem i ruszyłem przed siebie, ale zaraz się zatrzymałem, przypomniałem sobie, że ona tego nie widzi.
- Ale...
- Idziemy w twoje prawo. Ruszamy w tej chwili jeśli nie chcesz mieć do czynienia z kolejną ich falą - mimo iż starałem się nad sobą panować to znów byłem zbyt ostry. Naprawdę dziś nie będę się do niczego nadawał... zwłaszcza, że zaczynałem czuć mrowienie we krwi, które zwiastowało jak wiele bólu będzie mnie kosztować to użycie mocy. Nie miałem pojęcia ile mam czasu mi zostało, dlatego też chciałem ją jak najszybciej odstawić do Aphy. Nietoperejki tak naprawdę raczej się tutaj w najbliższym czasie nie pojawią, ale musiałem skłamać. Głupotą byłoby ujawniać swoją słabość.
- No dobrze - powiedziała i ruszyła w wyznaczonym przeze mnie kierunku. Chicho odetchnąłem i również ruszyłem tym razem idąc obok niej, a nie przed nią.
- Po lewej masz drzewo.
- Radziłam sobie wcześniej bez twoich wskazówek jakbyś nie zauważył - warknęła poirytowana, więc zamilkłem. Miała rację, więc nie było nic co mógłbym teraz powiedzieć. Zresztą cisza pasowała mi o wiele bardziej niż bezsensowna rozmowa.

Isil? Wiem nie powala .-.



Od Nathair'a CD Dakoty

Wilczyca nie okazała się wrogo nastawiona, ale mogły to równie dobrze być pozory. Nie wiedziałem co jeszcze może kryć się w tej ciemności, która okazała się nie być jeszcze piekłem. Więc jedna dwie z moich opcji zostały już obalone, została jeszcze jedna poważniejsza. Mogła równie dobrze chcieć zaciągnąć mnie do swojej grupy i dopiero wtedy zaatakować. Miałaby wtedy pewną przewagę i z takiego punktu widzenia to, że poszedłem za nią było głupie. Właściwie to jakkolwiek by nie spojrzeć na tą sytuację to nie powinienem za nią iść, ale... ciemność. To ona sprawiła, że jednak się zdecydowałem, przyciągała mnie i po prostu nie miałem ochoty odchodzić. Dlatego też szedłem. Wadera nie podejmowała żadnego tematu, a mnie to pasowało. Cały czas zachowywałem ostrożność i rozglądałem się, mój wzrok dość szybko zaczął się dostosowywać do warunków tutaj panujących. Nic jednak nie wzbudziło moich podejrzeń, może oprócz tajemniczej wilczycy o której dalej nic nie wiedziałem. Jednak zamiast zastanawiać się jaki jest jej cel zadałem zupełnie inne pytanie.
- Tutaj zawsze jest tu tak ciemno? - spytałem. Moja przewodniczka jednak uparcie milczała. Weszliśmy na jakiś większy kamień i dopiero wtedy się odezwała.
- Witaj w Królestwie Nocy - spojrzałem na nią. Uśmiechała się.
- Królestwo Nocy? - powtórzyłem za nią. Nigdy wcześniej nie słyszałem tej nazwy -  Co to takiego?
- Odpowiadając na twoje poprzednie pytanie. - szybko się za to zabiera -  Tak zawsze jest tu ciemno. W końcu nazwa mówi sama za siebie. Tam gdzie jest dzień to Królestwo Dnia. Masz jeszcze jakieś pytania? - zatrzymałem się w miejscu, przetwarzając wszystkie informacje. Dopiero też teraz spojrzałem przed siebie i zobaczyłem na polanie różne wilki, czyli jednak mogła to być zasadzka.
- Tak mam. Z jakiego powodu mnie tutaj przyprowadziłaś? - spytałem. Opcje właściwie były dwie 1. z jakiś powodów potrzebują rozrywki i walki z obcym 2. chce bym do nich dołączył, co pasowałoby do jej wcześniejszego pytania o moje poszukiwania watahy.
- Czy to nie oczywiste? - zerknęła na mnie i również się zatrzymała. Nikt mnie jeszcze nie zaatakował, więc bardzie w tej chwili prawdopodobna była wersja 2. Zerknąłem jeszcze raz na te wszystkie wilki, które właściwie nie zwróciły na nas większej uwagi.
- Rozumiem, że rozmawiam z Alphą - stwierdziłem przypominając sobie, że jest właścicielką tych terenów.
- Dokładnie.
- Dlaczego chcesz mnie przyjąć? - spytałem. Zazwyczaj Alphy nie są zbyt otwarte na obcych.
- Możesz być przydatny - stwierdziła otwarcie. Nie byłem do końca pewien czy to dobry pomysł, ale chyba dobrze będzie mieć jakiś sens. Jakieś obowiązki. Zwłaszcza w takich warunkach, cały czas ciemność. To brzmiało jak idealne miejsce dla mnie. Może nawet nie będę musiał zbytnio udzielać się w życiu towarzyskim.
- Niech będzie.
- Może byś się przedstawił - zaproponowała Alpha, a na jej pysku pojawił się figlarny uśmiech, który nie powiem lekko mnie zdziwił. Nie pasował do typowego opisu przywódczyni, a tym bardziej do takiej żyjącej w ciągłej ciemności.
- Nathair - odpowiedziałem.

Dakota?

piątek, 19 maja 2017

Od Nathair'a CD Isil

Jedynym rozróżnikiem dnia od nocy były jasne promienie, które przedzierały się przez niektóre drzewa. Były idealnym wyznacznikiem tego kiedy powinienem zająć się patrolowaniem, a kiedy mogę sobie odpuścić i odpocząć. Do ich zalet można by jeszcze dopisać to, że są wystarczająco małe by można zawsze ich unikać, a jednocześnie wystarczające by dać jakąś widoczność. Po raz chyba pierwszy w życiu mogłem powiedzieć, że jasność mi nie przeszkadza. Dotychczas zawsze miałem z nią problem, całe dnie były dla mnie irytujące, czekałem tylko na noc. Na ciemność, spokój, ciszę. Odnalazłem w końcu miejsce, które naprawdę do mnie pasuję. Nie musiałem już pół dnia się męczyć narażony na wzrok wszelakich wilków, Królestwo Nocy dało mi to czego od zawsze pragnąłem. Ale... pomimo wszystkich zalet, były też wady. Ciemność przyciąga demony przeszłości, a w świecie bez światła nie milkną nigdy. Cały czas dają o sobie znać. Zdarzało się, że było to naprawdę przytłaczające... tak jak tej nocy.
Do moich obowiązków należało pilnowanie terenu, przed ewentualnymi szpiegami i podobnymi temu problemami. Zawsze staram się wykonywać swoją pracę w 100%, ponieważ wierzę, że tylko wtedy to wszystko ma sens. Zresztą dobre zajęcia zajmuje umysł i nie ma się czasu na niepotrzebne myśli. Dzisiaj mi to nie wychodziło. Moje myśli cały czas uciekały w obszary o których wolałbym zapomnieć. Starałem się je odgonić, ale nie wychodziło mi. Z tego też powodu szedłem automatycznie i tylko omiatałem wszystko wzrokiem, nawet nie starając się skupić. Założyłem, że skoro w wcześniejsze dni nic się nie działo, to tym razem nie będzie inaczej.
Myliłem się. I prawie ominąłbym nieznanego wilka na terenie watahy, gdyby nie to, że akurat padło na niego światło pierwszych promieni słonecznych, które jakimś cudem przedarły się przez drzewa. Gdyby to na pewno bym ją ominął. Wolnym krokiem podszedłem do wilczycy (jak się okazało). Spała. Nie kryła się zbyt bardzo, było by to głupie gdyby była szpiegiem, a więc mogła po prostu się zagubić. Najpierw miałem zamiar ją obudzić, ale potem uświadomiłem sobie, że właściwie skoro pojawiło się słońce to moja warta się skończyła. Chyba przez tą całą noc pełną myśli nie byłem do końca sobą i postanowiłem pozwolić jej pospać. Sam miałem zamiar przygotować się psychicznie i wrócić na swój normalny tryb życia.
Wilczyca obudziła się po jakiejś godzinie, w pierwszej chwili wydawała się całkowicie zagubiona jakby nie wiedziała gdzie się znajduje. No cóż w Królestwie Nocy zawsze była taka możliwość. Sam na początku się gubiłem. Czekałem aż na mnie spojrzy, ale tego jednak nie zrobiła.
- Naruszyłaś teren Królestwa Nocy - odezwałem się, dopiero wtedy wilczyca odwróciła głowę w moją stronę - Moim obowiązkiem jest dowiedzieć się jaki miałaś w tym cel. Mam nadzieję, że będziesz współpracować.
- Ja ...- zawahała się - Nie wiedziałam, że to czyjeś terytorium. Trafiłam tu przez przypadek - raczej nie kłamała, ale pewności nie miałem. Wolałem więc zachować ostrożność.
- Rozumiem. Należysz do jakiejś watahy?
- Nie - odezwała się dość cicho. Wydawała się tym wszystkim skrępowana, cóż ja jako prowadzący rozmowę, a raczej przesłuchanie też nie czułem się najlepiej, ale nie było innego wyboru. Takie jest moje zadanie.
- Cóż w takim wypadku zabiorę cię do naszej Alphy ona zdecyduje co z tobą zrobić - powiedziałem. Nie znalazłem w niej zagrożenia, więc tak wypadało zrobić.

Isil? Wiem, że zue .-. ale nie potrafiłam tego inaczej rozegrać >.>

poniedziałek, 15 maja 2017

Od Nathair'a

Poruszając się po nieznanych terenach można było na dwa sposoby 1. poznawać piękno przyrody i powoli spacerować 2. utrzymywać równe tempo w biegu i po prostu się przemieszczać. Jako, że na pierwszym niezbyt mi zależało, okolica była nazbyt przesycona idealizmem. Aż nierealistyczna. Więc spokojnie obrawszy tempo, które mogłem utrzymać przez dłuższy czas po prostu biegłem w nieokreślonym kierunku. Czego szukałem? Jaki był mój cel? Właściwie nie miałem pojęcia. Chciałem po prostu znaleźć się jak najdalej od ostatnich wydarzeń. Jak najdalej od spojrzenia Matt'iego przepełnionego nienawiścią. Jak najdalej od widoku mojej byłej partnerki z nim. A więc uciekałem? Cóż niezupełnie, choć mogło tak to wyglądać. Tak naprawdę moja obecność tam wszystkim tylko przeszkadzała, więc najodpowiedzialniejsze było po prostu odejście, nie było innego wyboru. Może się jeszcze pojawić jedno pytanie : Jak długo już tak podróżuję? Godzinę? Dzień? Więcej? Cóż właściwie to nie miałem pojęcia, nie liczyłem. Ale raczej było to długo. Zdążyłem w tym czasie "przypadkiem" natrafić 3 razy znów na swoją byłą watahę. Za każdym razem, gdy się pojawiałem moje szczeniaki były o wiele większe niż dojrzalsze niż razem poprzednim. Musiało minąć zatem parę miesięcy odkąd zacząłem podróż. Była to niekończąca się droga, zmieniała się sceneria, zmieniała się zwierzyna, ale wciąż po prostu droga. Czasami robiłem sobie przerwę nad jakąś rzeką, albo po prostu traciłem cały dzień leżąc i myśląc, ale to też należało do rutyny. Nie mogłem jednak powiedzieć, że mnie to nudziło. Rutyna była dobra, żadnych nadzwyczajnych porywów. Żadnych większych problemów i dylematów. Spokój i porządek. To co jest najważniejsze w życiu.
Pokonywałem kolejne metry. Sekundy mijały. Minuty mijały. Jedna za drugą. W idealnej harmonii. Przebiegałem obok kolejne drzew porośniętych zielenią. Do mich uszy dochodziła zwykła melodia leśna : śpiew ptaków, chrzęst ściółki pod moimi łapami i mój przyśpieszony oddech. Było w tym coś przyjemnego, prostego i wystarczająco zajmującego by pozbawić mnie możliwości zastanawiania się nad rzeczami niepotrzebnymi. Biegłem przed siebie zajęty tylko i wyłącznie tym by utrzymać nadane tempo. Może dlatego właśnie dopiero po chwili zauważyłem, że sceneria się całkowicie zmieniła. Jeszcze przed chwilą jasne niebo zmieniło się w nocny pomrok. Pozbawiając mnie na chwilę możliwości dostrzeżenia czegokolwiek. Fauna ucichła. Zatrzymałem się nagle zgubiony, nie potrafiłem określić tego co się właśnie stało? Czyżbym aż tak pogrążył się w swojej rutynie, że nastała noc? Nie to nie było możliwe. Mój wzrok zaczął się przyzwyczajać do ciemności i dostrzegałem coraz więcej szczegółów. Wysokie drzewa wyrastające z ziemi, wilka podążającego w moją stronę, krzewy cierniste, sowę przelatującą.... Stop. Wilk? Tak. Szary wilk szedł w moją stronę, gdy zbliżył się na wystarczającą odległość dostrzegłem, że to raczej wadera. Jak mogłem wcześniej nie wyczuć, że znalazłem się na terenie zamieszkanym przez wilki? Powinienem był bardziej się skupić, teraz znajdowałem się w dość niewygodnej sytuacji. Co gorsza wilczyca się uśmiechnęła. Ten uśmiech mógł oznaczać wiele 1. po prostu była miła (co akurat od razu odrzuciłem 2. za drzewami kryły się kolejne wilki gotowe zacząć ze mną walkę 3. znalazłem się już w piekle co wyjaśniałoby zmianę scenerii 4. było jeszcze wiele opcji, którymi jednak nie chciałem zaprzątać sobie głowy.
- Tylko tędy przechodziłem - powiedziałem głosem spokojnym, nie miałem poznać powodu jej uśmiechu - Nie mam zamiaru zakłócać twoich terenów - dodałem. Nie chciałem niepotrzebnie tracić energii na tę waderę, ani wpędzić się w niepotrzebne kłopoty. Mądrzej byłoby rozwiązać to polubownie i na to miałem nadzieję, że waderą będzie wyrozumiała i da mi w spokoju odejść .

Dakota? Mówiłam, że nie potrafię zaczynać >.>

niedziela, 14 maja 2017

Nowy wilk - Nathair

KONTAKT: Tiger9799
Nathair
PŁEĆ: Samiec
WIEK: 5 lat
PARTNER: Już raz w to się wciągnął. Miał piękną partnerkę Sally, ale ta zdradziła go i zostawiła.
KRÓLESTWO: Nocy
OPIS: Kimże jest ten wilk? - zapytasz. Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Jak u każdego na jego charakter złożyło się wiele rzeczy. Doświadczenia, uczucia, geny, słowa. Wszystko to powoli zaczęło tworzyć czarnego wilka o zimnym spojrzeniu. Całkowite określenie jego charakteru będzie niestety niemożliwe również z tego powodu, że rozwijamy się całe życie i nigdy nie wiadomo czy nagle gdy nasze życie wywróci się o 180* wciąż będziemy tacy sami. Na niektóre wydarzenia reagujemy niezgodnie z naszym charakterem. No ale coś tutaj trzeba napisać, a więc postaram wam się przybliżyć przynajmniej w jakimś stopniu tegoż basiora.
Nathair od najmłodszych lat był introwertykiem, wilk ten od zawsze o wiele lepiej czuł się w samotności niż w nadmiernym towarzystwie. Wszystkie emocje zachowuje raczej dla siebie. W jego głowie mogą dziać się różne rzeczy, ale i tak nikt się o tym nie dowie. Mimo wszystko można nawiązać z nim jakiś kontakt choć jest to trudne. Przedarcie się przez jego wszystkie mury, które postawił graniczy z cudem, ale warto. Nathair potrafi być naprawdę dobrym słuchaczem, a nawet rozmówcą.
Na co dzień przyjmuje maskę obojętności. Można odnieść wrażenie, że nawet gdyby cały świat zaczął się walić na basiorze nie zrobiłoby to większego wrażenia. Doskonale opanowało umiejętność samokontroli, co pomaga mu zachowywać zimną krew. Sprawia wrażenie tajemniczego, a nawet mistycznego (tak można mu składać pokłony nie obrażę się :P).
Wilk oddany jest swoim. Jest wierny, potrafi słuchać i się dostosować. Dla niego dobro ogółu sprawy jest ważniejsze niż jego własne. Nie znaczy to jednak, że zawsze ślepo słucha tego co się mu mówi. Dzięki umiejętności obserwacji potrafi znaleźć nieraz o wiele lepsze wyjście z sytuacji i nie będzie narażał misji na porażkę tylko dlatego, że tak mówi osoba o wyższym stanowisku niż on. Bezwzględny oraz niezłomny. Nie ma możliwości, żeby coś go przeraziło czy obrzydziło. Nie ma żadnych oporów przed krzywdzeniem, ale tylko jeżeli ma powód. Jeśli coś obiecuje dotrzymuje słowa. Zdarza się - niezwykle rzadko, ale jednak - że pomaga i ratuje innych w momentach zagrożenia.
Nie da się jednak zawsze kryć za maską, Nathair czasami ją ściąga, ale tylko przy wyjątkowych osobach. Nie jest jednak powiedziane co dokładnie wtedy się stanie. Basior może naprawdę zaskoczyć. W jego wnętrzu cały czas piętrzy się wiele emocji, a więc nigdy nie wiadomo, które się ujawnią, gdy zrzuci maskę.
WYGLĄD: Idealnie dopasowany do Królestwa Nocy. Jego czarna sierść sprawia, że często znika z pola widzenia. Jedynymi jaśniejszymi elementami są białe części sierści, ale jest ich niewiele. Jego oczy są szare. Wilk ten jest większy niż przeciętny przedstawiciel gatunku co daje mu wiele przewagę
STANOWISKO: Stróż nocny
RODZINA:
Ojciec Triser - zginął przed narodzinami Nathaira.
Matha Radia - również szybko opuściła syna.
SZCZENIĘTA: Ma dwójkę: Kathali i Matty.
MOC: Panowanie nad krwią. Brzmi pięknie prawda? Wystarczy jej jednak kropla krwi i właściwie już po przeciwniku. Można by powiedzieć, że jego limitem jest odległość bo nie działa to powyżej 50 m. Ale to nadal byłoby zbyt piękne i mocarne. A więc pora zdradzić coś co jest najgorsze w tej mocy czyli skutki użycia dla użytkownika. Wiesz jak wygląda twój układ krwionośny?Zapewne nie, a Nathair zna każdy najmniejszy nawet obieg w ciele. Niezależnie od tego co zrobi czy rozsadzi kogoś obiegi przez podniesienie ciśnienia krwi czy zatrzymanie ciała, czy cokolwiek innego zawsze w jakiś czas później (najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo kiedy to nastąpi) jego krew zaczyna wrzeć (od siły tego bólu zależy na ilu osobach to użyje i co zrobi). Ból jest okropny, nieraz nawet mdleje, a potem (jeśli jest mocniejszy) przez jakiś czas może być kompletnie nie do użytku. Nie wiadomo czy zawsze skończy się to tylko na bólu, istnieje prawdopodobieństwo, że jeśli przesadzi może zabić sam siebie umierając w okropnych męczarniach. Jego ofiary przeżywają to raz... on za każdym razem. Dlatego ogranicza używanie tego do minimum.
WOLFLARY: 100
CIEKAWOSTKI: 
- Jego kontakty z szczeniakami są strasznie ograniczone. Jego syn nie chce go znać i uznaje za swego ojca obecnego partnera matki - Krofforta, a córka mimo iż nawet lubi Nathaira to woli się nie narażać matce.
- Niektórzy nazywają go "Cold' przez jego spojrzenie, które wydaję się mrozić.
- Najbardziej lubi noce pozbawione księżyca, choć to niepodobne do wilków, jest wtedy najciemniej, a on jest najmniej widoczny.
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony